Featured

4 powody, dla których wycieczka na Bali z dzieckiem to nie jest najlepszy pomysł

Zaraz mija piąty miesiąc jak siedzimy z Bobo w Indonezji. Zapowiadały się wszystkie moje przyjaciółki z dziećmi, nie przyjechała żadna. Trochę się nie dziwię, bo samo spędzenie z dzieciakami 20 godzin w samolocie przyprawia mnie o gęsią skórkę. Poza tym, umówmy się, wakacje z dzieckiem w egzotycznym kraju to nie jest łatwa sprawa. Poza tym co innego zaplanowana przeprowadzka, a co innego krótki wakacyjny wypad na drugi koniec świata.

Oprócz miliona problemów z jakimi na codzień muszą się borykać mamy, wszystkie miały ten sam powód, żeby jednak do mnie nie przyjechać. Ryzyko. I utonęły w morzu zmartwień nie wsiadając nawet do samolotu. 

Jakie były ich największe obawy? Biegunka, brudna woda w kranie, niebezpieczne komary, brudne plaże i psy ze wścieklizną?

A jak jest naprawdę? Czego się tu spodziewać? Czy warto przyjeżdzać?Poniżej 4 powody, dla których wycieczka na Bali z dzieckiem to być może nie jest najlepszy pomysł.

  1. Zagrożeń jest wiele. Zacznijmy od zdrowotnych:
  • wysypka
  • zatrucia pokarmowe
  • biegunka
  • gorączka
  • Jet Lag
  • choroby przenoszone przez komary
  • ugryzienia mrówek i pająków

Moje Bobo miało wysypkę, przez kilka tygodni codziennie w nocy coś go gryzło. Pierwszy miesiąc odżywiał się słoikami przywiezionymi z Polski, ale i tak dostał biegunkę, która doprowadziła do odwodnienia. Dwa razy wymiotował. Przez klimatyzację rozpoczyna się przygoda z kaszlem.

Na wszystkie problemy zdrowotne lokalni lekarze znajdywali rozwiązania. Dzięki dobremu ubezpieczeniu wykupionemu w Polsce do kilku godzin po zgłoszeniu dolegliwości polskiemu agentowi w willi pojawiał się lekarz z pielęgniarką. Co prawda po dwóch miesiącach musiałam znaleźć innego agenta, bo dotychczasowego wykorzystaliśmy na maxa. Lekarz był u nas co tydzień. Podejrzewam, że ubezpieczyciel myślał, że ma do czynienia z przewrażliwioną mamą lub hipochondryczką. 

Za każdym razem po wizycie dostawaliśmy torbę lekarstw, probiotyków i elektrolitów z dokładną rozpiską dotyczącą stosowania. Klinika oraz lekarz pozostawali z nami w stałym kontakcie na Whats Upie i prosili , aby informować przez pierwszych kilka dni o stanie zdrowia Bobo. Pewnego razu w związku z jego odwodnieniem zostaliśmy wysłani do szpitala. Dostaliśmy tam osobną salę, obsługa traktowała nas priorytetowo. Każdemu życzę takiej opieki, aczkolwiek rozmawiając z innymi pacjentami zauważyłam, że wysoki poziom służby zdrowia jest tu standardem.

2. Brudne plaże. Tak, Bali jest wyspą śmieci. Po każdej burzy plaże i drogi wzdłuż rzek pokrywa plastik. Jest to ogromny problem, z którym boryka się cała wyspa. Istnieje coraz więcej oddolnych inicjatyw, które z czasem z pewnością wpłyną na rządy i lokalną społeczność. Rewolucja zaczyna się od jednostki, a tych zaangażowanych jest tu wiele.

Bali to wyspa wulkaniczna, dlatego większość plaż posiada czarny piasek. Biały i czysty piasek można znaleźć w Uluwatu. To jest dopiero magia, jak zjeżdzasz kolejką po skałach do typowo filmowej lokalizacji. Na darmo też szukać tu bezpańskich psów. W dodatku plaże w większości są to miejsca prywatne i właściciele pilnują porządku. Te najładniejsze według mnie to Sundays Beach Club, Karma Beach Club oraz Padang Padang.

3. Kolejne kontrowersje wzbudzać może transport. Taksówki z fotelikami dziecięcymi? To nie tutaj. Dziecko wozi się na kolanach, a częściej po prostu w nosidełku na skuterze.

Jest to bardzo ryzykowne i niebezpieczne. Muszę jednak przyznać, że kocham ten przysłowiowy wiatr we włosach ( tylko przysłowiowy, bo włosy pod kaskiem oczywiście) i wolność jaką daje jazda na skuterze. Obydwoje to uwielbiamy! Przejażdżka przez pola ryżowe lub wzdłuż morza, po górach i wśród lokalnych wiosek jest dla mnie inspirująca, a Bobo zawsze śpiewa z radości. No dobra, śpiewem nie można tego nazwać. Po prostu sobie krzyczy „aaaaaa”. Still cute though. 

Dlatego na Bali wybieram miejsca takie jak północny Ubud, a nad morzem Pererenan. Z dala od zatłoczonego Semienyaka czy Kuty, gdzie na każdym rogu wytaczają się z barów Australijczycy wsiadający po pijaku na skuter. Jest bezpieczniej, bardziej zielono i mniej spalin.

4. Przyroda. Niegdyś ją tylko podziwiałam, dziś muszę dodatkowo patrzeć podejrzliwie i mieć na nią tak zwane oko. Mamie oko.

Wszędobylskie mrówki. Wchodzą do łóżka, leciutko uchylonego pojemnika z mlekiem, do słoiczka z kremem, do dziecięcego łóżeczka. A nawet pod pampersa! Te najmniejsze gryzą. Codziennie rano spotykam na swojej drodze do toalety długie korowody, które coś niosą do ogrodu. Minus otwartej łazienki z ogrodem? Po nocy masz w niej każdego możliwego stwora z dżungli i kupy gekonów na kosmetykach. Z drugiej strony uwielbiam puszczać Bobo do tego ogrodu. Bawi się kamykami, goni robaki, a ja mam czas na poranną toaletę. Fakt, że z każdym rzuconym kamieniem mam przed oczyma jak ląduje on na głowie Bobo. Ale szybko się uspokajam stwierdziwszy, że i tak bym nie zdążyła go złapać zanim spadnie na głowę Bobo… Więc po prostu pozwalam mu się tam bawić i paplać w błocie. Mam tylko nadzieję, że moja mama nie doczyta tego fragmentu…

Jest jedna rzecz, która budzi tu mój strach. Matka Natura. Tropikalne burze i trzęsienia ziemi nie raz wybudzały nas ze snu. Podczas burzy wiatr wyrywa palmy z korzeniami, nie ma prądu, woda wlewa się do pokoju, a trzęsienie ziemi budzi strach przed nadejściem tsunami. Przeczytałam wszystko na temat ewakuacji, sprawdziłam najwyższe punkty w okolicy i wiem dokładnie co mam zabrać jak usłyszę syrenę informującą o nadchodzącej fali. Cała moja rodzina jest poinstruowana przeze mnie co robić w przypadku zagrożenia. I już jakby się boję mniej.

Podsumowując, zagrożeń jest wiele, ale na każde znajduję odpowiednią receptę. Wyjazd jest ryzykowny, ale zawsze sobie powtarzam, że lepsza sraczka w słońcu, niż grypa w smogu w Warszawie. Wiem jakie jest ryzyko przyjazdu i jestem w stanie je podjąć odpowiednio się do niego przygotowując i wynagradzam je sobie tym co wyspa nam oferuje pięknego i magicznego. Nieszczęśliwe wypadki zdarzają się wszędzie. Nigdy nie żyłam lękami, tylko decyzjami kierowanymi marzeniami i chęcią przygody. Wiele moich marzeń się tu spełnia, ale o tym w następnym wpisie.

5 thoughts on “4 powody, dla których wycieczka na Bali z dzieckiem to nie jest najlepszy pomysł

  1. Z jednej strony zazdroszczę, bo z chęcią pojechałabym do takiego kraju, choćby na tydzień. Z drugiej strony rzeczywiście trochę jest tych minusów. Cieszę się, że Tobie się podoba i przyzwyczajasz się do panujących tam warunków – Ty i Bobo 🙂
    PS. Świetny dzieciak!

  2. Więcej i więcej. Uwielbiam czytać twoje posty, są prawdziwe, lekkie i uśmiecham się czytając te słowa. Młoda mama, z ambicjami i powerem do życia, może wszystko, jeśli tylko w to uwierzy ! <3

  3. Byłam na Bali i obiecałam sobie że wrócę tam z synkiem 🙂 zazdroszczę Pani synkowi że może spędzać dzieciństwo na tej pięknej wyspie! Szkoda że moja żadna koleżanka nie mieszkała na bali bo byłabym od razi 😉 My do tej pory odbyliśmy 2x 3tyg wczasy w azji- zaczęliśmy trochę później- jak mały miał 1rok 9 miesięcy była tajlandia i kambodża a rok później wietnam. Na szczęście obyło się bez problemów z brzuszkiem czy pogryzień itp.
    Jazdę skuterem z małym też uwielbiamy 🙂 szkoda że nie da się tak u nas 🙂 pozdrawiamy

Dodaj komentarz