Featured

Najgorsza Matka Roku

Konia z rzędem tej z nas, która nigdy nie poczuła się Najgorszą Matką Roku. Boże, ile pułapek rozrzuconych jest na macierzyńskiej drodze, którą codziennie przemierzamy! Parówki, bajki, cukierki, wrzeszczące i buntujące się małe gremliny testujące twoją cierpliwość, albo ściany w kuchni pomalowane ketchupem!

Cztery lata temu zakładając bloga Raczkująca Mama, nie myślałam, że jego tytuł będzie aktualny jeszcze przez tyle lat. Miałam jedynie zamiar wyrzucić z siebie co mnie boli i zapomnieć. Pójść dalej, odnaleźć swoją macierzyńską drogę i dumnie nią kroczyć bez żadnych wątpliwości i pytań „ i co ja mam teraz zrobić?!”. Pamietam dokładnie co czułam pisząc pierwszy felieton….

Miałam wrażenie, jakby ktoś nagle wrzucił mnie na głębokie i nieznane wody, a ja o zajęciu się małym bobasem wiem tyle co o naprawie silnika auta, którym jeżdżę na codzień nie wiedząc nawet jaki to model. I tak jak moje dziecko, raczkowałam, nie potrafiąc nawet na chwilkę wstać.

Do tego jeszcze ta cała różowo pierdząca otoczka zbudowana wokół bycia mamą wydawała mi się kompletnie nieprawdziwa! Przecież będąc w ciąży przeczytałam wszystkie blogi parentingowe, wszystkie książki o macierzyństwie i nie opuściłam ani jednej lekcji na szkole rodzenia! I co? I za cholerę ani razu nie usłyszałam, ani nie wyczytałam tam o tym co tak naprawdę mnie czeka. Nikt nie pisał o tym, że nagle tracisz swoje dotychczasowe życie, większość znajomych i pracę. Że wszystko cię boli, że nie potrafisz się skupić, że nie możesz wyspać, że będziesz panikować jak żadna ze wskazanych metod nie ukoi płaczu twojego dziecka, a ty nie będziesz wiedziała jak mu pomóc. Że czas dla siebie będziesz miała po 22:00, ale będziesz tak padnięta, że nie wytrzymasz napisów początkowych swojego serialu lub uśniesz na pierwszej stronie powieści, której wstęp czytasz już drugi miesiąc. Że codziennie dręczyć cię będą wyrzuty sumienia, bo nakrzyczałaś na swoje dziecko, albo poświęciłaś mu zbyt mało uwagi. Że prawdopodobnie nie będzie ci sprawiało przyjemności bawienie się w autka i chowanego drugą godzinę z rzędu. Że nawet jak będziesz miała zły dzień, okres, albo gorączkę to i tak będziesz musiała wstać i działać. Że pewnego dnia codzienność i bezwzględna rutyna cię przerosną. Że będziesz płakać w poduszkę w nocy, bo twoje dziecko ci powiedziało, że cię już nie kocha i chce mieszkać u babci lub jest mu przykro jak na niego krzyczysz. Że może i istnieją partnerskie związki, ale prawdopodobnie będziesz w tym, w którym cała odpowiedzialność spadnie na ciebie. Że twoi bezdzietni znajomi, którzy bywali u ciebie co drugi dzień wyparowali i zadzwonią raz w roku z życzeniami.

Nie, nie byłam na to przygotowana. Naiwność? Beztroska? Brak świadomości? Cokolwiek to by nie było miałam wrażenie, że wpadłam jak śliwka w kompot.

Mimo wszystko w głębi duszy byłam święcie przekonana, że to minie, a pisanie bloga pójdzie w las, bo finalnie nie będę miała na co narzekać. „ Wytrzymaj, początki są trudne, później będzie jak z górki, a tym będziesz tęsknić za tym okresem”.

Nic. Bardziej. Mylnego.

Za tydzień miną 4 lata od kiedy jestem mamą i zamiast raczkowania po dywanie niczym bobas, powinnam już chyba zgrabnie omijać przeszkody jak mój mały narciarz na francuskim stoku. To co było-minęło w niepamięć, a ja teraz z satysfakcją spijam cały miód, który się odkładał podczas tych wszystkich nieprzespanych nocy. Prawda?

Hmmmm, niezupełnie…Może i nauczyłam się jak zmniejszyć ból rosnących ząbków, ale przecież te ząbki już wyrosły, a teraz moim kolejnym zmartwieniem jest jak wytłumaczyć dziecku, żeby mnie w końcu przestało kopać, albo pluć na schody?! Tak, tak, wszystko przemija i się kiedyś kończy. Ale halo?! Na miejsce starych problemów od razy pojawiają się nowe! Jak kopce kreta na nowo zasianej trawce wiosną w twoim ogrodzie. Myślisz, że pozbyłaś się kreta i śladu po nim, nie zdążysz się odwrócić, a pod domkiem na narzędzia kolejny kopiec.

I teraz żeby nie było ze narzekam i jestem niewdzięczna. Kochani, ja po prostu mówię jak jest. Możesz powiedzieć, że ty z miłością i cierpliwością przyjmujesz każde nowe bunty, grymasy i awantury- Ok, chapeau bas! Rób więcej dzieci i bądź szczęśliwy! Tylko błagam nie mów mi, że potrzeba mi więcej cierpliwości. A może ja jej po prostu nie mam? Może moje pokłady się po prostu wyczerpały i potrzebują tygodniowego resetu?

I tu płynnie wracamy do tematu dzisiejszego wpisu. Medal Najgorszej Matki Roku przyznaje sobie sama, kiedy dumnie przyklejam go sobie do holdera na paszport, w którym leżą dwa bilety do Tulum. Chodzenie boso po plaży, spicy margerita w Nomade, joga o zachodzie słońca. Na samą myśl czuję zapach rozpalanego copalu!

Aha, jeszcze w ramach wyjaśnienia. Drugi bilet nie należy do mojego dziecka, tylko mojego partnera. Dziecko odwożę na dwa tygodnie do ojca. I to jest właśnie jeden z najważniejszych plusów bycia samotną matką. Że kiedy jesteś już na skraju, albo po prostu potrzebujesz sobie przypomnieć kim jesteś lub byłaś przed porodem to dzwonisz do ojca dziecka i mówisz „ kochany, teraz twoja kolej ”😁.

Teraz tylko spacer brzegiem morza, czas tylko dla nas, na moją pracę, realizację sesji i twórcze pisanie. Żyć nie umierać, prawda?

No i tu zwrot akcji, bo pewnego dnia przychodzi do nas Mia, przyjaciółka Saszki. Najsłodsze stworzonko, kochane, milusie, słodziusie, aż się chce zjeść. I wtedy nadchodzi to czego mamusie nie lubią najbardziej. Wyrzuty sumienia i tęsknota. I weź się tutaj zrelaksuj jak twoją głowę zasypują setki pytań: Ciekawe co teraz robi Saszka? Jak mu się usypia beze mnie? Czy dobrze śpi, czy nie śnią mu się koszmary? Tęskni już, czy się dobrze bawi z tatą?

Potem już jest tylko gorzej: A co jeżeli codziennie mu smutno i chce się do mnie przytulić? A co jeżeli o mnie zapomni?! 😂

I weź teraz nie zwariuj. I tak źle i tak nie dobrze 😂

Dlatego chciałabym powiedzieć tutaj coś głośno i wyraźnie. Jeżeli jeszcze nie masz dzieci i tak jak ja nie miałaś z nimi styczności to powiem ci coś czego prawdopodobnie nikt ci nie powie.

Tak, bycie matką jest magiczne. Budzi w tobie pokłady miłości, o których istnieniu nie wiedziałaś. Budzi wdzięczność za każdy uśmiech i „ kocham cię mamo”. Pierwsze kroki, noc bez pampersa, pierwsze przeczytane słowa sprawiają, że zalewasz się łzami wzruszenia.

Ale bycie matką to też cholernie trudna i męcząca sprawa. Doprowadzi cię do skrajnych emocji, płaczu, poczucie bezsilności, niemocy, odtrącenia. To nie jest dla każdego. Nie każda z nas ma w sobie tyle miłości, empatii i poświęcenia. Jeżeli czujesz, że to nie dla ciebie to prawdopodobnie intuicja podpowiada ci to co powinnaś usłyszeć od prawdziwej przyjaciółki- nie idź tam! 😂 A jeżeli już tam jesteś i są dni kiedy naprawdę masz dosyć to sobie pomyśl- nie jestem w tym sama! Po każdej burzy wychodzi słońce! A Idealne Matki są wytworem twoich zakłamanych koleżanek, które przed całym światem i przed sobą próbują wyidealizować trudną rzeczywistość.

Konia z rzędem tej z nas, która nigdy nie poczuła się Najgorszą Matką Roku. Boże, ile pułapek rozrzuconych jest na macierzyńskiej drodze, którą codziennie przemierzamy! I wiecie co? Dalej jestem tą samą Raczkującą Mamą, dalej się uczę, dalej nie wiem co robię. I nie mam problemu z wręczeniem sobie od czasu do czasu Medalu Najgorszej Matki Roku. Jak się z tym czuje? Pełen luz, bo wiem, że póki w moim sercu jest Miłość to wszystko jakoś się ułoży❤️

5 thoughts on “Najgorsza Matka Roku

  1. Sama prawda, napisałaś to, co wgniata mnie w fotel. Doceniam te mamy które bawią się ze swoimi dziećmi i są mega cierpliwe. Ja wręczam sobie również Medal Najgorszej Matki Roku, a za co… za większość. Powiedzenie kocham najbardziej jak śpi…. nic dodać, nic ująć.
    Gratuluję wpisu i jeszcze raz brawo.

  2. Mam takie same przemyślenia i często moje myśli wirują od miękkiego A do twardego Z odnośnie macierzystwa.Obserwuje Twój profil za prawdziwość a tego w dzisiejszym świecie pozorów i złudzeń bardzo brakuje.Jak będziesz Wawie ,chętnie spotkam się na kawkę,wymienić się doświadczeniami macierzyńskimi i nie tylko albo z chłopcami(mam synka w wieku Twojego Saszki) w Jungle Academy🙈😅😂

Leave a Reply