Featured

Powrót do pracy, czyli o 10ciu plusach urlopu macierzyńskiego

Wraz z porodem z niemałym smutkiem, ale i ogromną satysfakcją zamknęłam pewnien etap kariery, jakim było tworzenie klubów, gastronomii i koncertów.

Cztery ostatnie lata zajmowałam się tak zwaną rozrywką i nocnym życiem. Kreowałam momenty i miejsca emocjonalnych, muzyczno alkoholowych uniesień. Na swojej drodze spotkałam piekielnie zdolnych muzyków, biznesmenów, celebrytów, korpo-ludków, skejtów, barmanów, aktorów, dziennikarzy… Masę ludzi w różnym wieku, odmiennych wartościach i zawodzie. A pod osłoną nocy i alkoholu, często wychodziło z nich prawdziwe JA, które miałam szansę chcąc nie chcąc poznać.

Często bawiłam się do samego rana, a przy okazji tych imprez mimowolnie dałam początek wielu związkom, dzieciom, ale i niespodziewanym rozstaniom.

Po roku nieobecności na rynku pracy wróciłam z niemałym podnieceniem, szczególnie, że wybrałam sobie po raz kolejny zupełnie nową drogę zawodową, o której niebawem się dowiecie.

Minęły niespełna dwa miesiące od końca mojego urlopu, a już wydaje się być odległa historią. Naturalnie skłoniła mnie ta sytuacja do napisania kilka słów na temat plusów urlopu macierzyńskiego. Czyli o tym co sprawiło, że do końca nie zwariowałam i można jeszcze ze mną normalnie rozmawiać…

Urlop macierzyński niewiele ma wspólnego z urlopem. To ciężka praca. To czas ogromnych zmian, wielu wyrzeczeń i niezliczonych walk ze swoimi słabościami, wymieszany z najpiękniejszymi momentami jakie może przeżyć kobieta- wypełniającym uczuciem bezgranicznej miłości, matczynej odpowiedzialności i spełnienia. A dla mnie sam początek był mocnym szokiem i emocjonalnym roller costerem.

Na temat urlopu chciałabym spojrzeć z lekkim, dwumiesięcznym dystansem 😉 Więc będzie tylko o plusach urlopu DLA MAM. Dzieci sobie dziś darujemy. A co! Dajcie nam trochę pożyć 😉

Polecam zrobić sobie pyszną kawę, zdjąć niewygodne buty i zakopać się na moment z dala od wszelkich istot ludzkich. Życzę miłej, ale przede wszystkim spokojnej lektury!

1 Możesz chodzić w szlafroku do 14:00 i nikt nie ma prawa ci zarzucić Twojego nieogarnięcia. Wyobrażasz sobie, że wchodzi do ciebie teściowa we wtorek w południe, a Ty nie dość, że jeszcze siedzisz w domu, to w dodatku nieubrana i totalnie nieogarnięta? Włosy nieumyte, poplamiony dres i niedomyta panda pod lewym okiem. Powiem Ci coś- jako świeżo upieczona mama jesteś stuprocentowo usprawiedliwiona! Aczkolwiek, kiedy ostatnio zastała mnie w takim stanie moja teściowa momentalnie skwitowała: „ no tak, rzeczywiście widać po tobie trudy macierzyństwa o których piszesz na tym swoim blogu”. Jako że staram się od niedawna szklankę widzieć w połowie raczej pełną niż pustą to potraktowałam jej uwagę jako wspaniałomyślny komplement w stronę autentyczności moich tekstów. Ahhh niech żyją te długie, leniwe poranki! Chyba, że trafi Ci się wiecznie ciekawe świata Bobo, dla którego godzina 5:00 rano jest idealnym czasem na pobudkę. Wtedy te poranki mogą być jednak trochę za długie… 

2. Kiedy prowadziłam klub Miłość, a potem swoją agencję eventową i dzwoniła do mnie przyjaciółka praktycznie nigdy nie odbierałam telefonu, bo byłam wiecznie zajęta. Zrzucałam połączenia i zapominałam oddzwaniać. Kończyłam prace późno i ostatnia rzeczą która chciało mi się robić to siedzieć na telefonie. O spotkania towarzyskie poza klubem też było ciężko. W tygodniu zebrania, wieczorami eventy. Przyjaźń stanęła na włosku. 

Jak sprawa się ma na urlopie macierzyńskim? Ta sama przyjaciółka ma mnie już dość. Dzwonię do niej ze spacerów ( dwa razy dziennie), dzwonię z domu jak dziecko się sobą zajmuje ( dwa razy dziennie), dzwonię jak ono słodko drzemie w pokoju, a ja sprzątam w salonie i mogę ja puścić na głośnik ( raz dziennie, codziennie). Także kolejny plus dla urlopu idzie na poczet uratowania mojej przyjaźni z przyjaciółką i znalezienia mnóstwo czasu na gadanie o głupotach przez telefon 😉 

3. Chciałabym, żebyś pomyślała przez chwilę o tym uczuciu, kiedy powinnaś coś zrobić, ale totalnie Ci się nie chce. To teraz zapamiętaj jedną ważną rzecz- urlop macierzyński to  jedyny rok w Twoim życiu oficjalnie zezwalający na nicnierobienie i odkładanie wszystkiego na później  Nie żeby kiedykolwiek mi się to zdarzyło, ale nie dotyczy to oczywiście podstawowych obowiązków matki, typu zmiana pampersa po nocy. To Prawo Nicnierobienia uznawane jest na całym świecie niezależnie od religii i systemu politycznego. Tym samym,  jeżeli nie masz ochoty robić czegoś, co ewidentnie nie leży wysoko na liście twoich tymczasowych priorytetów- wszystko możesz zgonić na Bobo. Poniżej kilka przykładów zastosowania Prawa Nicnierobienia w życiu codziennym:

• Iza, w sobotę o 14:00 urodziny cioci Stefci. Kuzynki córki brata kuzyna wujka Darka.

• Przepraszam Babciu, ale Bobo ma wtedy drzemkę, nie mogę psuć mu rytmu dnia. Te nasze małe rytuały są piekieeelnie ważne. Ale postaram się przyjść jak się obudzi.

• Iza, nasz dom wyglada jakby przeszedł przez niego tajfun! Dlaczego tu jest taki bałagan?!

• Weź mi nic nie mów, dziś nie mogłam Bobo odłożyć na sekundę, cały dzień na rękach! To chyba kolejny ząbek mu idzie, albo coś z brzuszkiem! Zrób mi herbatkę proszę, bo padam ze zmęczenia!

4. Kolejna kwestia to praca, albo raczej jej beztroski brak. I bynajmniej nie mówię o całodobowej pracy nad dzieckiem i ogarnianiem wiecznie brudnego mieszkania. Pierwsze miesiące bez pracy, były dla mnie, pracoholika, takim szokiem, że w połączeniu z bejbi blusem wpędziły mnie w depresję. Ale z miesiąca na miesiąc zaczęły mi się podobać te słodkie drzemki w ciągu dnia z Bobo w ramionach, brak miesięcznych rozliczeń, problemów z pracownikami i klientami, przedłużających się do późnych godzin zebrań… A z końcem urlopu macierzyńskiego, kiedy Warszawa zaczęła kwitnąć,  a wiosna na dobre zawitała w stołecznych parkach, zrozumiałam ze te kawki z koleżankami na trawie w południe to był jednak sztos. 

      5. Rok z dala od pracy, oprócz słodkiego braku odpowiedzialności niesie za sobą jeszcze jeden ważny plus. O ile jest się istotą analizującą swoje zachowanie i dążącą do rozwoju osobistego, ten czas z dala od środowiska pracy, daje szansę na autorefleksję. I co się z nią wiąże poprawę. Dzięki zatrudnieniu niani udało mi się wygospodarować czas na dwu miesięczną, intensywną pracę coachingową mającą na celu rozwijanie moich wrodzonych talentów oraz wykrycie błędów w myśleniu i reakcji w stresujących i ważnych sytuacjach. Brak finansów na coacha, czy kurs nie jest wymówką. Internet jest kopalnią testów osobowości i doskonałych kanałów na YouTubie dookoła tematyki rozwoju personalnego. Kilka razy w tygodniu słucham ich na słuchawkach spacerując po parku, albo podczas drzemki Bobo. Takie zniknięcie z rynku pracy na chwile może wbrew powszechnym opinią wzbogacić Twoją wartość. 

6. Jak to kiedyś powiedziała babcia mojej przyjaciółki Anity, nic tak w przyjaźni nie zbliża jak dzieci w podobnym wieku. Wspólne popołudnia, wyjścia na place zabaw, wakacyjne wyjazdy. Szczepionki, wybory przedszkola, problemy w szkole..Nic tak nie buduje więzi jak te same problemy i przeżycia. Poza tym dużo więcej śmiechu jest w domu jak przychodzą do nas w odwiedziny inne bobasy, niż jakbyśmy siedzieli z Bobo we dwójkę. Zajmują się dużo sobą, a my mamy czas na rozmowy. Codziennie. Kolejny plus dla urlopu za możliwość budowania mocnych relacji z dziewczynami 🙂

7. Podwójna pensja. Nie dość ze dostajesz pieniądze z ZUSu, które dostawałaś co miesiąc z umowy o pracę, to jeszcze od lipca już na pierwsze dziecko kolejne 500 zł miesięcznie.  Jeszcze ulgi w zeznaniach rocznych dla matek-konkubentek. Mega? Mega!

8. Powrót do dzieciństwa. Dobra, umówmy się, ze nikt nie pamięta jak spędził pierwszy rok życia, ALE i tak mocny powrót do przeszłości przeżywam czytając Bobo Zosię Samosię lub Lokomotywę w starym wydaniu, które miałam w domu. 

9. Dostrzegasz, że dotychczasowe problemy są nieistotne. Nagle pierwszy uśmiech, krok i słowo twojego Bobo dają tyle radości, że wszystko inne staje się jakby mniej ważne. Cieszysz się z małych, ale pięknych rzeczy. 

10. Czas płynie wolniej. Kiedy odliczam minuty do przyjścia niani to może nie najlepszy przykład, ale w przypadku spędzania czasu ze swoją świeżo powstałą rodziną to coś magicznego. Po dziecku widać upływ czasu, a przy niemowlaku każdy jego skok rozwojowy  to dla matki nowy etap w jej macierzyńskim życiu. Cudownie jest co miesiąc być w innym miejscu. 

Dodaj komentarz