Site icon Raczkująca Mama

Bierny obserwator czy zaangażowany obywatel?


Znalazłam na Bali kilka miejsc, w których uwielbiam ćwiczyć jogę. Jedna z nich prowadzona przez balijskiego szamana jest połączeniem intensywnych ćwiczeń i grupowej medytacji. 

Pewnego wieczoru spotkałam tam młodą parę. On wysoki, kręcone włosy, dobrze ubrany, pracuje w branży PR. Ona z lekkim zacięciem artystycznym i bzikiem na punkcie jogi i duchowości. Spodziewali się dziecka, była w 6tym miesiącu ciąży…..i non stop jarała Iqosy. Papieros za papierosem. Na ten widok moje całe zen pękło jak bańka i przez głowę latało już tysiąc myśli. 

Po pierwsze, albo ćwiczysz jogę i się na tym skupiasz, albo olewasz to, a nie odchodzisz po co trzeciej asanie na bok zapalić.

Po drugie, albo jesteś na detoksie i odnowie duchowej, albo jarasz szlugi. 

Po trzecie, jak można tyle palić?

Po czwartek, jesteś w ciąży kobieto!!

Wyobraź sobie, ze jeszcze nikt jej nie zwrócił uwagi! Sami oświeceni i uduchowieni ludzie. Ćwiczą ciało i ducha, ale co z ich poczuciem niesprawiedliwości? Po sali grasują jedynie wymienne spojrzenia. Najgorzej,  pewnie znowu coś palnę i zrobi się dym, a jestem tutaj żeby się uspokoić, a nie denerwować. Powstrzymuje się i staram się nie nawiązać rozmowy. Dobrze mi idzie. Niestety los chciał, że jej partner stanął  nagle obok mnie w kolejce po wodę. A ja połknęłam resztki silnej woli z łykiem tego zimnego trunku.

Typ wyglądał mi na dość mocnego pantofla. Ale może troska o nienarodzone dziecko będzie mocniejsza niż strach przed partnerką? 

Ale czy ta rozmowa to ma sens? Czy dziewczyna przestanie palić? Czy nie szkoda czasu i nerwów? Co by zrobiła moja przyjaciółka? Czy dobrze zrobiłam, że się wtrąciłam? Co Ty byś zrobiła?

Mimo tych pytań poczułam się lepiej. Nie rozmawiałam z tym chłopakiem szukając wrażeń i adrenaliny, tylko walczyłam o kogoś kto nie ma jak stanąć w swojej obronie! Do tej pory nigdy się nie angażowałam, nie stawałam w obronie słabszych, nie narażałam na awantury. Po co, żeby i mi się oberwało? Jeszcze niedawno przewróciłabym tylko oczami i pomyślała, że to nie moja sprawa, a laska jest idiotką, z którą nie warto gadać. Dopiero bycie matką zdefiniowało we mnie priorytety, o które wiem, że trzeba walczyć.

Nie chodzi mi o to, żeby publicznie zwracać uwagę i wprowadzać kogoś w zakłopotanie. To jest sprawa postawy, którą przyjmujesz. Możesz być biernym obserwatorem, lub zaangażowaną osobą, która nie boi się zająć stanowiska. Twój wybór. 

Chyba nikt z nas nie chciał by być na miejscu tego dziecka?

 

 

Exit mobile version