Site icon Raczkująca Mama

Dlaczego wyprowadzam psa do kawiarni

Często zdarza się tak, że wychodzę na spacer oddzielnie z psem i oddzielnie z dzieckiem.

Najładniejsze parki do których chce zabierać swoje Bobo jak Łazienki czy Park Ujazdowski mają zakaz wprowadzania psów. I super, bo przynajmniej możesz spokojnie położyć się z dzieckiem na trawie i nie upaćkać się w psiej kupie. Tak jakby kupa na twoim ubraniu była czymś nowym i wyjątkowym…. No ale wiadomo, psia kupa, a kupa Bobo to dwie kompletnie różne rzeczy. Tej pierwszej nie zaakceptujesz już z taką lekkością jak tą drugą. Kurde, a ja znowu o tej kupie….

No więc ( tak mamo, pamiętam, nie zaczynamy zdania od „no, więc”). No więc ( heheh zawsze byłam zbuntowanym dzieckiem) mam w ciągu jednego dnia porównanie jak ludzie traktują dziewczynę z psem i dziewczynę z dzieckiem. Przepraszam, MATKĘ z dzieckiem, bo jako dziewczyna to już nie figuruję w słowniku znajomych.

DZIEWCZYNA Z PSEM

W parku:

Mam mopsa, wabi się Mars. Jest przesłodki, śmierdzi, prycha i wygląda jak mała świnka. Niezły z niego wabik, poniżej wyjaśniam jak działa:

W restauracji:

DZIEWCZYNA MATKA Z DZIECKIEM

W parku:

Tutaj sprawy się komplikują. Jak się okazuje nawiązywanie nowych znajomości nie jest tak łatwe i przyjemne jak podczas spacerów z psem. Co więc się dzieje, kiedy spaceruje z dzieckiem i jak reagują na nas przechodnie?

W parku:

W restauracji:

Czy ktoś ma jeszcze jakieś wątpliwości dlaczego psa wyprowadzam jak idę coś zjeść do knajpy, a dziecko tylko do parku?

Bobo oddycha świeżym powietrzem w parku zamiast oparami smażonego oleju. Psa mi za darmo wykarmią w każdej restauracji, a wysikać się może przecież po drodze. Tak chyba jest łatwiej. Dla wszystkich…. 😉

Exit mobile version