Featured

Czego nie zobaczysz na Instagramie, czyli o 5ciu ciemnych stron Tulum

Z natury bywam raczej optymistką, ale jak możecie wywnioskować ze wcześniejszych wpisów- lubię czasem trzeźwym i przymrużonym okiem spojrzeć na pewne zagadnienia 😉

Kocham Tulum i ogromnie się cieszę, że po raz kolejny dane mi było spędzić tu tyle czasu. I mimo tego o czym zaraz poniżej przeczytacie coś sprawiło, że spędziłam tu kolejną zimę.

Jak każde miejsce- i to ma swoje ciemne strony. To co tu przeczytacie to osobiste obserwacje osoby, która na przestrzeni kilku miesięcy dwa lata z rzędu poznała tu wiele osób o bardzo różnym backgroundzie i za każdym razem podejmowała ten sam temat- prawdziwego obrazu tego miasteczka.

Pamiętajcie, moje spostrzeżenia mogą się różnić od waszych. Ale to w tym świecie jest piękne, że nikt nie jest taki sam, a każdy ma inne zdanie 😜✌🏻

A teraz pozwólcie, że rozłożę okrzyknięte przez Pudelka Mielno Ameryki Środkowej (lol) na czynniki pierwsze. Jak je widzę?

Tulum to opakowane w spirytualną kokardkę obecnie jedno z najdroższych miejsc na świecie. Powiesz mi, że to nie chodzi o luksus, że to miejsce jest właśnie inne, bliskie natury, niewymuszone, że tu nie liczy się kto co ma, kim jest, albo jaki nosi zegarek? Hmmm, nie do końca. Oto 5 ciemnych stron Tulum, o których nie przeczytacie w przewodnikach, ani o których nie dowiecie się z pięknych profili na Instagramie. Do rzeczy.

1.Absurdalne ceny

Płacisz 1500$ za noc za chatkę plaży. Produkt, na który jest większy popyt, niż dostępność to czynnik wpisujący to miejsce do kategorii „luksusowe”. W tym wypadku – niedostępne dla każdego, przepłacone i nieadekwatne do ceny. Za tą cenę w Paryżu możesz mieć apartament w Ritzu, ale co tam, przecież to jest teraz „the place to be”. Finalnie mieszkasz w domku ze strzechy, bez lodówki czy tv w pokoju, bez internetu, z dramatycznym serwisem i łazienką śmierdzącą kanalizacją. Z jednej strony spoko, mi to nie przeszkadza- nikt tu nie przyjechał siedzieć w klimatyzowanym pokoju oglądając seriale na jedwabnych poscielach, ale na Boga, -ile?! Od 900 $ do 3500 $ za noc w Nomde? Common…

P.S. oczywiście są też hotele w normalnych cenach lub o europejskim standardzie, ale to co tu dziś czytacie to nie przewodnik po noclegach w Tulum, więc po więcej tego typu informacji zapraszam gdzie indziej 😉

Wracając do tematu. Luksusowe hotele z wygórowanymi cenami to nie wszystko. Idź do apteki. Drugiego dnia po przylocie postanowiłam kupić kilka rzeczy, o których oczywiście zapomniałam. Na ladzie położyłam mały szampon do włosów, płatki do twarzy, melatoninę, wodę kokosową i coś na komary. I nie starczyło mi 100 USD, które miałam w portfelu. Początkowo myślałam, że Pani podaje cenę w jakiś amerykańskich peso-dolarach, ale niestety miała na myśli amerykańskie dolary, więc musiałam płacić kartą 😂 Apteka to najgorsze zło tutaj, bo przychodzisz do niej z zaufaniem, z sercem na dłoni, bo wierzysz, że gdzie jak gdzie, ale tam cie nie oszukają, a nagle się orientujesz, że za szampon Head & Shoulders płacisz 16 $…. 😂

A sklepy z ciuchami? Jeeezu, byle szmata 500 USD, kapelusze od 200 do 2000 USD, łańcuszki z metalu udające złoto za 400 USD i uwierzcie mi na słowo nic tam nie jest warte swojej ceny!

Taksówki to kolejna farsa. Za ten sam odcinek, z początku drogi ( a jest jedna) na jej koniec ( 4 kilometry) zapłacisz od 20 do 50 USD. Od czego zależy cena? Od tego na ile bezczelny jest taksówkarz. Pro tip? Wsiadam to taksówki, nie pytam ile, weźmie za te 2 kilometry, które mamy do przejechania, mówię gdzie chce jechać i daję 20 USD wychodząc. Najlepiej z nimi nie dyskutować.

2.Tuluminati

W Tulum nie liczy się to kim jesteś, ale jak chcesz się dobrze czuć to lepiej się dostosuj. Kup kapelusz, załóż kryształy, pareo w meksykański wzór, nie waż się nosić innych kolorów niż kolory ziemi, zdejmij buty, a drogi zegarek zamknij w sejfie. Potem koniecznie załóż łańcuszek na ciało firmy Goldish, pozwól aby wiatr ci rozwiał włosy i jesteś gotowa! Aha, i pamiętaj. Tu obowiązuje niepisana „ No logo policy”. Chyba, że Dior. Diora wypada tu nosić, szczególnie klapki i torebki. Ale np. Chanel albo LV- nie no, to już będzie duże faux pas 😅

Szczerze? Sama tu będąc lubię się poprzebierać. Bardzo dobrze się czuję w kapeluszu, martensach i do tego czarnym kostiumie kąpielowym. Top! Tyle, że tu jest trochę jak na jakimś festiwalu. Obowiązuje pewien dress code, większość się dostosowuje, jest fun, ale gdzieś podskórnie czuję, że jest to wszystko mocno fake. Bo kiedy przejeżdżam rowerem po raz setny obok wejścia do Ahau ( na zdjęciu poniżej) za każdym razem stoi tam kolejka identycznie ubranych Tuluminati, którzy za sekundę wrzucą identyczne zdjęcie na IG. Ciężko ich wszystkich odróżnić. Jak to widzę to na jakiś czas odechciewa mi się tych przebieranek.

3. Duchowość w luksusowym wydaniu

Tulum teoretycznie jest miejscem spirytualnym. Ale łatwo jest mówić o energii i odrzuceniu wszystkiego co materialne kiedy jak kończysz swojego drinka obsługa przylatuje z następnym 😜 Albo kiedy po zajebistym lunchu idziesz na masaż na plaży przy szumie karaibskich fal. Żadna świadoma praca nad sobą nie łączy się z imprezami i piciem alkoholu. Wszystko jest dla ludzi, a ja jestem ostatnią osobą, żeby komuś coś zarzucać, jednak nie lubię hipokryzji. Każdy tu mówi o energii, rozwoju osobistym i jakie to Tulum nie jest zajebiste, że to wszystko umożliwia. Powiem wam, że jako osoba, która od lat pracuje nad swoim rozwojem osobistym, chodzi na różne terapie, medytacje, jogę, kursy, ceremonie etc jak przyjeżdżam do Tulum tylko jedno w głowie mam…. koksu 5 g? Może niekoniecznie, aż tak, ale napewno Spicy Margerita w Be Tulum, sunset party w Tree House i zakupy w lokalnych butikach, których będę żałowała w momencie rozpakowywania walizki w Polsce 😜

Tu po prostu otaczasz się bardzo pozytywnie, ale jednak mocno zakręconymi ludźmi z całego świata, którzy przyjechali tu się bawić i odkleić. Nie ma tu wiec atmosfery na rozwój duchowy, wyciszenie i pracę nad sobą, o której wszyscy mówią. To nie klasztor w Tybecie, w którym składasz śluby milczenia na dwa tygodnie tylko jedna wielka imprezownia. I mimo, że w każdym hotelu są medytacje, warsztaty z oddychania, ceremonie kakao oraz sound healing, umówmy się, wszystko jest na podstawowym poziomie dla ludzi, którzy chcą sobie spróbować coś nowego i pochwalić się przed samym sobą oraz oczywiście na stories, ze zrobili coś dobrego dla siebie. Tyle, że z porannej jogi palce prześlizgują im się płynnie do samary skrywającej dzienną dawkę kolumbijskiego 2CB. I zanim się odwrócą, już są jak codzień z brazylijskimi modelkami w tegorocznym „it place” o nazwie Saikuk.

4.Masz? To płać!

Spirytualne miejsca kojarzą mi się przede wszystkim z życzliwymi ludźmi – np. Indonezyjczykami na Bali. Tu tego nie znajdziesz. W Tulum na każdej stacji benzynowej chcą cie oszukać. Dajesz 3 banknoty po 500 pesos, pracownik pyta czy ci napompować koło i pokazuje, że niby masz mało powietrza, odwracasz wzrok od pieniędzy patrząc na koło, a on pokazuje ci zaraz banknoty, które mu przed chwilą dałeś i mówi: mam 500, 500 i 50. Dałeś o 450 pesos za mało. Oczywiście twoja 500 jest już u niego w kieszeni. Standard- każdemu się to z nas tu przytrafiło!

Idźmy dalej. Lokale odgórnie pytają czy napiwek ma być 15%, 20%, czy 25%. Jak już wybierzesz odpowiedni próg, kelner się Ciebie pyta ile ma doliczyć napiwku dla siebie, bo ten przecie idzie dla całej obsługi. W każdej kurwa knajpie.

A wypłaty z bankomatów? Maja chore przeliczniki i doliczają 10$ za każda wypłatę + 10% od wypłaconej kwoty. No przysięgam, ale nigdzie tego wcześniej nie widziałam.

Płacisz karta w sklepie nie gotówka? Ok, jak kartą to dodatkowe 5 lub 10%, zależy od właściciela butiku.

Nie jest to dla mnie energia życzliwości i gościnności, tylko nastawione na zysk turystyczne miejsce. Na absolutnie każdym kroku wiesz, że chcą od ciebie wyciągnąć maksymalną ilość pieniędzy i robią to perfidnie uśmiechając ci cie w twarz. A jeszcze gorsze jest to, że wszyscy tu się tak zachowują. Francuzi, Amerykanie…- wszyscy ekspaci przyjmują tą okropną tendencje do wyciągania tyle kasy ile się da. Okropna sprawa. Żeby jeszcze za tym szedł poprawny serwis, ale serwis jest zawsze do dupy, a większość kasy idzie do właściciela, jeszcze bardziej pogłębiając dysproporcje żyjących tu lokalesów.

5. Rajska plaża na której odpoczniesz i się wyciszysz?

Niekoniecznie. Nie słyszysz gongów ani swojego głosu, bo przez ścianę twojego hotelu na plazy do 2 w nocy dudni na całego muzyka z Bagatelle. Albo Togo. Jest kilka takich miejsc w Tulum, gdzie przyjeżdża specyficzna grupa amerykanów, którzy wyglądają i bawią się w ten sam sposób, czyli głośno i nachalnie. Obrazek, który mam przed oczyma i zdarzył mi się kilka dni temu? Dziewczyna wskakuje na drogę blokując ruch, ma na sobie sznurki zamiast majtek, złotą siatkę z jakiś kryształków zamiast sukienki, paznokcie długie na chyba 5 metrów. Blokuje i tak zakorkowaną już drogę i twerkuje na środku wykrzykując słowa z ostatniej piosenki Drakea 😂😳

Teraz zapytacie- no dobra, to po co tam lecieć? Mimo wszystko lubię to miejsce. Tulum to też cudowna karaibska plaża, piasek miękki jak mąka, turkusowa woda jak z pocztówki. Kocham to, że wszystko jest w zasięgu ręki, bo jest tylko jedna plaża i droga, a wszędzie dojdziesz na pieszo. Super jest poczucie wspólnoty i życia w dużej grupie, bo gdzie się nie ruszysz zawsze na kogoś wpadniesz. Kocham kolorowe jedzenie i nakrycia na stole oraz copal, który wprowadza we mnie spokój. Kocham wolność, którą daje to miejsce, że możesz żyć jak chcesz i robić co chcesz. Lubię to, że potrzebny ci jest tu raptem jeden kostium i kilka sukienek, a cały dzień można przechodzić na boso. Chcesz się ładnie ubrać to się ubierasz, chcesz od rana do wieczora chodzić w pareo to chodzisz.

Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego jak bajecznie wygląda Tulum, kiedy oglądasz je na telefonie, a za oknem leje deszcz. Ale pamiętajcie- nie dajmy się zwariować wymuskanym instagramowym relacjom, bo nie wszystko jest takie piękne jak je malują w internecie🤍✌🏻

15 thoughts on “Czego nie zobaczysz na Instagramie, czyli o 5ciu ciemnych stron Tulum

  1. Jakbym czytała o Ameryce, a nie Meksyku.. choć z tego co czytam ta sama bajka, tylko chcą kasy, za wszytko i za nic

  2. Dzisiaj na Dominikanie w aptece za 9 paczek chusteczek higienicznych i jedną paczkę mokrych zapłaciłam 85 Dolarów. Zażenowanie i złość ogromna

  3. Ojjj widze Tulum z tej zimy duzo rozni sie od Tulum z lat poprzednich 🙄🙄🙄 az ciezko w to uwierzyc. Ale jak to sie mowi jest popyt jest podaz, Tulum to place to be wiec tubylcy korzystaja… na niekorzysc osob ktore faktycznie chcialy zazyc klimatow sprzed najazdu Tuluminati…

    1. Powiedziałabym, że korzystają na tym kartele i expats, którzy prowadzą tam biznesy. Lokalna społeczność niestety mam wrażenie, że jest wyzyskiwana, pracuje za minimalne stawki i płaci haracze za wszystko- nawet sprzedając kukurydzę na plaży…

  4. Dziekuje Pani Izo za napisanie informacji! I trust your opinion! Looking at your Instagram, I can see that we like same ways of traveling. This helps a lot. Thank you again and wishing you and your family only the best! Btw, your son is absolutely adorable!

  5. Tych ciemnych stron o których się nie mówi jest niestety więcej..brak poszanowania rezerwatu,odprowadza się tam ścieki i mimo protestów mieszkańców nikt z tym nic nie robi.Przejechałam się ostatnio główną drogą hotelową z otwartymi oknami:smród ścieków i starego mięsa był tak intensywny,że tylko marzyłam by stamtąd wyjechać. Tulum opanowane jest przez kartele,grabią od wszystkich a dodatkowo dokonywane są tu częste egzekucje nawet w dzień a strzelaniny w centrum miasta nikogo nie dziwią.Kartele walczą miedzy sobą o władze ale też zabijają tych którzy im nie płacą.Tubylcy są bardzo nieszczęśliwi z tego jaką Tulum przybrało skalę i się tu dzieje..7 lat temu kiedy tu byłam to na głownej ulicy miasta było kilka sklepów i restauracji a ok 20 miasto usypiało.Jak weszłam na chwilę na plażę w zona hotelera to byłam na niej sama. Mieszkańcy Tulum są niesłyszani jeśli chodzi o ich potrzeby,ochronę środowiska lub bezpieczeństwo-tu liczy się kasa a z miasteczka w którym postanowili żyć lub z niego pochodzą nie zostało nic. Bardzo mi ich szkoda.

    1. Dziękuje za wniesienie powyższych tematów do dyskusji 🙏🏻 Kwestia niesprawiedliwych wynagrodzeń też jest bardzo ważna. Chciałam ją poruszyć, ale nawiąże do niej szerzej pisząc niedługo o Dubaju.

      1. Oj tak wynagrodzenia również..nie mam doświadczenia z Dubajem ale wiem jak są wyzyskiwani ludzie, szczególnie Filipinki w Singapurze.Singapur jest szalenie drogi a pracująca praktycznie 24h na dobę pomoc domowa/opiekunka dzieci zarabia ok 300 $ miesięcznie(!!!!). Mieszka u rodziny więc cała kwotę może wysyłać na Filipiny ale śpi czasem pod stołem :/ poznałam wielu pracujących tam ludzi,których nie stać na wynejem mieszkania nawet pokoju więc śpią w wieloosobowych pokojach hostelowych które ze względu na prawo muszą zmieniać co kilka dni.

  6. Wszystko fajnie opisane ale niestety sama należysz do tej społeczności „Tulumiar” z Pudelka ze złotym rolexem i bransoletkami cartiera gdzie niby jedziesz się „wyciszyć” i przeżyć „spirytualne” doświadczenia jak to ładnie opisałaś. Byłem tam pierwszy raz w 2012 kiedy ludzie nie wiedzieli jeszcze co to instagram i przykro mówić ale obecne Tulum nie ma nic wspólnego z duchowymi uniesieniami. Przez rozdmuchany i powielany przez kolejnych polskich psuedocelebrytów obraz Tulum jako miejsce mustbe jest aktualnie kiczowate. Wszyscy teraz jeżdżą do Tulum, przecież to normlanie już obrzydło.

    1. Proszę przeczytaj jeszcze raz ten artykuł 🙂

      Piszę, że jeżeli jedziesz się wyciszyć- to nie jest miejsce do tego, bo to imprezownia z modelkami przywożonymi autobusami przez promotorów do Saihkuk.

      Nie piszę ani razu, że jadę tam duchowe uniesienia, których można by się spodziewać patrząc na instagramowe relacje. Po wyciszenie latam np. do Azji, w miejsca z kilkuset letnią tradycją jogi, buddyzmu i hinduizmu.

      Tak jak Dubai stworzyły petrodolary i ciężko się po nim spodziewać wysoko kulturalnych przeżyć- Tulum to miejsce stworzone przez Instagram, a nie tybetańskich mnichów lub australijskich hipisów jak w przypadku Bali. I tym wpisem staram się właśnie podkreślić, że wszystkie studia jogi lub ceremonie w Zona Hoteliara są dla mnie sztucznym wytworem marketingu, a nie czymś autentycznym.

      Więc zgadzamy się, ale mam wrażenie, że nie do końca skupiłeś się na treści wpisu, a bardziej na tym jak wyglądam, lub na tym, że moje zdjęcia trafiły na pudelka, bo moi serdeczni przyjaciele tak się składa, że są znani i tylko dlatego tam jestem.

      A co do biżuterii i błyskotek- no sorry, lubię to. Inne dziewczyny lubią śledzić ostatnie trendy mody, a ja lubię ponadczasową biżuterię, którą kupując wiem, że nigdy nie straci na wartości. Jest to dla mnie przyjemność, ale nie cel.
      Wiem, że jako siostra zakonna w worku ona głowie byłabym bardziej lubiana, mniej kuła w oczy i była prawdopodobnie bardziej autentyczna w kwestiach np. samorozwoju, ale nie jestem konformistką. Od zawsze żyje jak chce i nie patrzę na to co mówią inni. Przeczytaj więcej wpisów, może lepiej mnie zrozumiesz, zanim będziesz oceniał przez markę zegarka.

      🙂

      1. Droga Izo, a czy podczas twoich wizyt w Tulum, byłaś choć raz w takim miejscu jak Chichén Itzá?

      2. Tak drogi Tuluminiarzu, byłaś Rozmawiasz z historykiem sztuki, który nigdy sobie nie odmawia zwiedzania wszystkiego co możliwe w okolicy 🙂

      3. Tak drogi Tuluminiarzu, byłaś Rozmawiasz z historykiem sztuki, który nigdy sobie nie odmawia zwiedzania wszystkiego co możliwe w okolicy 🙂

Leave a Reply to Mart Cancel reply