Featured

Kilka słów o ocenianiu, czyli o kolejnej dotkliwej epidemii naszych czasów.

W naszej naturze jest pragnienie bycia częścią czegoś większego, chcemy być członkiem wspólnoty, określonej grupy lub dużej paczki przyjaciół. Powoduje to często, że przywiązujemy wagę do opinii innych, bo uznajemy to za głównym czynnik, który zdecyduje o tym, czy zostaniemy uznani za członków danej społeczności.

Napewno słyszeliście o badaniach, które pokazują, że ludzie którzy więcej czasu spędzają w mediach społecznościowych mają większe tendencje depresyjne. Sama przeglądając IG mam czasem wrażenie jakby każdy miał lepiej niż ja, a moje życie poszło w złą stronę. Mała według nas liczba polubień i negatywne komentarze sprawiają, że rośnie w nas niepokój.

Dzieje się tak, gdyż nasza samoocena w dużym stopniu wynika z potrzeby społecznej akceptacji. Strach przed odrzuceniem, ze strony wspólnoty i obawa przed krytyką jest w nas naturalnie obecny.

Chcemy być lubiani i akceptowani. Jednak często prowadzi to do tego, że przejmujemy się się zbytnio o to, co myślą o nas inni. Takie nadmierne martwienie się zdaniem innych na nasz temat nie prowadzi do niczego dobrego. Wpadamy w spiralę, robimy rzeczy pod innych i boimy się robić czego naprawdę chcemy.

Pragnę tutaj przytoczyć badania z 2019 roku. 46% osób przyznało wtedy, że zdarzyło im się wyrazić krytyczne opinie na jakiś temat w Internecie. Bardziej skłonni do wyrażania negatywnych opinii są mężczyźni (52%) niż kobiety (40%). Spośród grup wiekowych to osoby najmłodsze (15-24 lata) najczęściej krytykują w sieci (55%). Wykształcenie nie miało żadnego znaczenia – osoby z wykształceniem wyższym krytykują tak samo często jak osoby z wykształceniem średnim czy podstawowym.

Badani zupełnie inaczej postrzegają wyrażanie krytycznych opinii przez siebie niż ze strony innych osób. Tylko 1% badanych przyznaje, że swoją krytyką chce sprawić komuś przykrość, ale aż 64% jest przekonanych, że inni mają taki cel. ***

Jaki z tych badań wyciągam wniosek? Generalnie uważamy, że to nie my jesteśmy źli, tylko ci „inni”. Osoby krytykujące w sieci same przed sobą usprawiedliwiają swoje zachowanie i łagodzą jego ocenę jednocześnie surowo oceniając pozostałych użytkowników Internetu. Czyli spirala wzajemnego oceniania się zapętla.

Szczerze? Nie widzę żadnego prostego rozwiązania na zatrzymanie hejtu lub powstrzymanie ludzi od raniącego i szkodliwego oceniania. Widzę to jako kolejną epidemię. Jak niewidoczną chorobę rozlaną po całym świecie, która dotyka coraz więcej osób. Nikogo nie zmienisz, nawet używając najlepszych argumentów. Zmiana wychodzi zawsze od środka. Jak poczucie szczęścia, albo niesprawiedliwości, które napędza osadzanie i winienie winą innych. Dlatego należy zacząć od siebie…

W dzisiejszym wpisie chciałabym w wam opowiedzieć o tym jak osobiście sobie radzę z krytyką, która często mnie dotyka. Wiecie już, że zawsze pisze o tym co mnie w danym momencie „boli” i robię to na bieżąco i z serducha. Dziś krótko opowiem co wraz z dojrzewaniem musiałam w sobie zmienić i jakie cechy charakteru pomogły mi unieść ciężar oceny. Być może jakiś fragment akurat do was przemówi i pomoże w trudnej chwili. Następnie do rozmowy zaprosiłam Natalię Siwiec. Jest to cudowna, ciepła, delikatna i dobra osoba, która od lat stoi w świetle krytyki na ogólnopolską skalę. O tym jak sobie z tym radzi będziecie mogli przeczytać w drugiej części wpisu.

Przyjmijmy, że masz wokół siebie osoby, które na codzień cię akceptują i wspierają, ale pewnego razu usłyszałaś z ich strony jedną, bardzo przykrą i niesprawiedliwą ocenę. To akurat ona najbardziej ci wejdzie do głowy. Mała, a często uwiera jak drzazga w stopie. Złe myśli maja nad nami ogromną moc, a niesprawiedliwość budzi w nas niemoc lub bunt.

Zacznijmy od najważniejszej rzeczy, którą trzeba sobie uświadomić. Zawsze, nieważne co robisz i kim jesteś, ktoś będzie miał tak zwany „ból dupy”. I tak między, nami nie znam osoby, która nie byłaby krytykowana. Nie ma miejsca na świecie, nawet w uduchowionym Tulum, czy świadomym Ubud, w którym żyli by ludzie wolni od oceny. Po prostu. A jeżeli jesteś osobą, która się czymś wyróżnia: urodą, zdolnościami, pieniędzmi, charyzmą, poglądami, pochodzeniem, czy nawet stylem ubierania- możesz być pewny, że krytyka cię dopadnie jak kac po piątkowej imprezie.

Nieszybko to sobie uświadomiłam. Tak się składa, że naturalnie, szczególnie od okresu liceum, miałam wyrąbane na to co myślą o mnie inni. Robiłam to co chciałam, licząc się z tym, że nie wszystkim musi się to podobać. Byłam przekonana, że towarzystwo i miasto, w którym się obracam nie są moje, więc szybko wyleciałam w świat, szukać swojego miejsca na ziemi. Zostało mi to trochę do dziś. Nie przywiązuje się do miejsc, ani grup znajomych, lepiej się czuję jako wolny ptak, który od czasu do czasu wraca do swojego gniazda, bazy, kilku starych przyjaciół, rodziny i lecę dalej. Lubię być wolna, nie musieć się nikomu tłumaczyć i chodzić własnymi ścieżkami.

Tym sposobem na ogół nie dotyka mnie to co myślą inni, bo nie tworzą mojej rzeczywistości. Oczywiście, nie raz mnie coś mocniej zaboli. Nie jestem ze stali, a emocje często wpływają na moje myśli. Potrzebuję wtedy czasu, żeby się zregenerować. Ale podstawą do mojego zachowania jest finalne ignorowanie raniącego zdania innych. Serio. Po prostu myśle sobie „ dobra, olewka” i lecę dalej.

Tak, krytyka boli. Aczkolwiek gdybym za bardzo się przejmowała tym co mówią o mnie inni ludzie prawdopodobnie nic bym nie osiągnęła, ani nie podjęła żadnego ryzyka. Zamiast myśleć o tym kto i co powie lub jak moje działania zostaną odebrane przez innych ludzi przypominam sobie o jednej bardzo ważnej i zarazem prostej rzeczy.

To nie są moje kompleksy, to nie są moje nieprzepracowane sprawy z dzieciństwa, to nie jest moja opinia, to nie mój świat. Nie mam wpływu na to co dzieje się w głowie drugiego człowieka. Nic z tym nie zrobię, więc nie mam innego wyjścia jak po prostu przestać się przejmować i żyć tak jak mam na to ochotę.

Dlaczego o tym dzisiaj pisze? Znacie mnie na tyle, żeby wiedzieć że poruszam jedynie tematy, które mnie aktualnie dotyczą i wierzę, że je poruszając mogę komuś pomoc, albo sprawić, że chociaż na chwile poczuje się lepiej.

Dziewczyny, pamiętajcie krytyka czeka na was na każdym zakręcie życiowej drogi i przy każdej decyzji. Jakie studia was interesują, kogo sobie wybierzecie na swojego stałego partnera, z kim się przyjaźnicie, sposób w jaki wychowujecie dziecko. Tak jest na absolutnie KAŻDYM etapie. Wiec jak ktoś się do ciebie o coś znowu przypierdoli to pamiętaj, ze ich ból nie jest twoim problemem.

Na koniec wam dodam, że prawda i dobre uczynki zawsze się obronią, dlatego nie warto się w ogóle przejmować i należy robić wszystko zgodnie z tym co się czuję zgodnie ze swoimi wartościami i kręgosłupem moralnym. Jak kocha powtarzać mój partner, psy szczekają- karawana jedzie dalej.

Na to gdzie teraz jestem miało wpływ wiele czynników: ambicja, samozaparcie, motywacja, wizja, marzenia, szczęście, znajomi, dobry czas i głowa na karku. Ale również nie branie do serca krytyki innych. Każda moja decyzja była krytykowana: studia w Paryżu ( pewnie ściema i kłamstwo), studia na Sorbonie w Abu Dhabi ( gdzie, do Arabów?!) , praca dla Art Fair Dubai ( wiadomo, pewnie eskorta), praca w Perle ( po znajomosci), chłopak ( za młody, za stary, za bogaty, za bardzo odklejony, za bardzo artystyczny, za bardzo wydziarany)… You name it. Praktycznie do każdej zmiany w moim życiu ktoś sobie dorabiał swoją historię, wyciągniętą na podstawie kilku oczywiście błędnie połączonych faktów. Nie odbierze dumy i siły do działania żaden bezimienny internetowy troll lub bananowy chłopak, który jedyne co potrafi to wymachiwać kartą dziadka. I tak jak mnie, tak żadnej z was nie powinni zatrzymywać inni ludzie ❤️🙏🏻 Skoro z ambitnej, pracowitej wizjonerki po dobrych studiach i kilku biznesach, za które kupuje swój dom marzeń nad jeziorem, która jakoś tam jeszcze wygląda i z pasją dba o rozwój osobisty i fizyczny można zrobić głupią prostytutkę, która całe życie siedzi na wakacjach i leci na kasę….🤷🏼‍♀️ You see what I am dealing with 🙂

Dlaczego nie można się przejmować krytyką innych?

⁃ Nie jesteś w stanie wszystkich uszczęśliwić, a przecież żyjesz dla siebie i rodziny, a nie innych ludzi

⁃ Tylko Ty znasz prawdę i wiesz co jest dla ciebie najlepsze

⁃ Inni nie dbają o Ciebie, wyrzucają z siebie co w nich leży, ale rzadko kiedy masz dla nich jakieś znaczenie

⁃ Przejmowaniem się tracisz pewność siebie i osłabiasz swoją energię

⁃ Stajesz się konformistą, bo decydując o swoim życiu, myślisz jak Twoje decyzje zostaną odebrane przez innych

Jak zatem patrzeć na krytykę, aby nas wzmacniała, a nie powodowała dewaluację i wyzwalała niepotrzebne emocje? Poniżej kilka przykładów tego jak sobie radzę z nieprzychylnymi opiniami:

⁃ Tłumaczę sobie, że głośno krytykuje ten co zazdrości

⁃ Szukam oparcia wśród najbliższych

⁃ Myślę co mogę następnym razem zrobić lepiej

⁃ Wykorzystuję emocje jako motywację do dalszego działania

⁃ Wyciaszam się i myślę o tym jaka jest prawda

⁃ Biorę gorącą kąpiel, zapalam świeczkę, wyciszam się

⁃ Jak już jest bardzo źle to wezmę tabletki uspokajające albo zapalę

⁃ Wyśmiewam, ignoruje lub prostuje- zależy z kim rozmawiam

⁃ Myślę sobie, że firmy płacą niekiedy ogromne pieniądze, na coś, co nazywamy „badaniem rynku”, a ja mam to za darmo

Na koniec jedno przemyślenie dla was dziewczyny. Gadają o was? To znaczy, że jesteście drzazgą w czyimś oku. To ich problem, nie wasz, więc podwińcie rękawy i róbcie swoje, bo świat należy do każdej z nas 🔥❤️

I żeby nie być gołosłowną zapraszam na drugą część, rozmowę z Natalką.

*** Źródło: Uniwersytet SWPS & ARC Rynek i Opinia, 8-12.03.2019

⁃ Natalka, dziękuje przede wszystkim, że znalazłaś chwilkę, żeby ze mną porozmawiać. Pierwsze pytanie jakie chciałam ci zadać to czy często spotykasz się z negatywną opinią na twój temat? Kiedy to się zaczęło?

W ogniu krytyki stoję od kiedy jestem nastolatką. Zawsze byłam inna od rówieśników i już wtedy poczułam ze ludzie potrafią bardzo krytykować i oceniać. Od dawna z tym obcuje.

⁃ A kiedy nadszedł punkt kulminacyjny?

Kiedy stałam się znana i tym samym pokazalam się szerszej publiczności. W internecie możesz mówić wszystko i nie musisz się nawet podpisywać z imienia i nazwiska. Nagle poczułam, że jestem bezbronna i każdy może napisać wszystko na mój temat. Ludzie mogą napisać co chcą, a potem ktoś to czyta i myśli, że to prawda. A ludzie kochają plotki, więc plotka szybko się roznosi.

⁃ Jakim typem jesteś? Czy jak ktoś napisze na twój temat nieprawdę to dyskutujesz i prostujesz, czy odpuszczasz?

Odpuszczam, nie zagłębiam się, szkoda mi na to czasu. Wole poświecić ten czas sobie, a nie na walkę. Walka nigdy nie prowadzi do czegoś dobrego, dlaczego więc mam tam iść?

⁃ Plotka działa jak kula śniegowa. Im dalej się sturla, tym staje się coraz większa i ciężko ją zahamować.

Musiałam to zaakceptować i przepracować w sobie. Nie będę uświadamiać ludzi, których nie znam. Nie zależy mi na ich opinii. Nie zależy mi żeby być fajna i lubiana przez wszystkich, albo przynajmniej nie przez tych, którzy mnie w ogóle nie znają. Ci co są blisko wiedzą i to mi wystarczy.

A jeżeli są osoby które mnie znają i przerzucają na mnie swoją agresję i złość to takie osoby zostawiam za sobą. Wierzę, że karma wszystko załatwi za mnie. Jeżeli jesteś złym człowiekiem to tak będzie wyglądało twoje życie- życie pełne bólu i smutku, który najczęściej jest zagłuszany różnymi emocjami lub używkami.

⁃ Głośno myślę. Czy są ludzie o nieskazitelnej opinii?

Nie wiem, ale znam osoby, które maja mają świetny PR.

⁃ Rozwiń tą myśl proszę.

Jak zaczęłam być w show biznesie, poznałam ludzi, zobaczyłam jak to wyglada z drugiej strony. Możesz stworzyć kogoś kto ma idealną, nieskazitelną opinie.

⁃ Co jest w Polsce dobrze odbierane? Jaka ma być akceptowalna społecznie kobieta?

Bycie spokojną, poprawną, rodzinną jest podstawą. Ale ja się bardzo brzydzę PRem, bo jest nieprawdziwy. Ja rozkoszuje się w normalności i prawdziwości. Lubię rzeczy i ludzi którzy nie kreują swojego wizerunku. Coraz mniej jednak takich można spotkać w tych czasach…

⁃ A mogłabyś powiedzieć coś więcej na ten temat. Jak to wygląda od kuchni?

Są agencje, które zatrudniasz i robisz sobie PR. Pokazujesz w internecie nieprawdziwe rzeczy. Takie, które ciebie zdefiniują w określony sposób, np. na opiekuńczą głowę rodziny. I potem wrzucasz tylko to co będzie dobrze odbierane przez społeczeństwo.

W efekcie o wielu rzeczach się nie mówi, wielu nie pokazuje i w efekcie tworzy się osobę która nie jest prawdziwa, która nie istnieje.

Masz swoją agencje lub managera, który się tobą opiekuje i wypuszcza sponsorowane lub nie artykuły na twój temat. Tak samo robi się czarny pr.

⁃ Masakra, nawet nie chce o tym myśleć, jak można komuś tak zniszczyć biznes, psychikę, a właściwie to całe życie.

Film Hejter pokazuje idealnie jak to wszystko wyglada. Hollywood jest najgorsze pod tym względem.

⁃ A w Polsce?

W Polsce to się dopiero rozwija. Ten temat raczej nie dotyczy celebrytów, bo są to naprawdę duże pieniądze, które trzeba wydać, żeby kogoś tak urządzić. U nas to dotyczy głównie polityków, biznesmenów, a przede wszystkim firmy.

⁃ Napewno był czas, w którym mocno dotykała ciebie opinia innych. Jak to się stało, że finalnie zaczęłaś odpuszczać?

Przede wszystkim to ja mam taki charakter, że się mniej przejmowałam jak ktokolwiek inny. Umiem sobie radzić z krytyką. Mimo wszystko na początku mojej drogi w show bizesie leżałam w domu i zwijałam się z bólu brzucha i gdyby nie Mariusz to nie wiem co by ze mną było…

⁃ I jak wybrnęłaś z tej spirali negatywnych myśli?

Dobrym i pomocnym krokiem było zaprzestanie czytania artykułów i komentarzy. Chociaż to było na początku bardzo trudne trudne, bo ciągnie cię do tego, żeby zobaczyć co o tobie piszą(taka jest ludzka natura). Jeżeli nie wiesz o czymś, to się tym nie przejmujesz. To jest opinia innych, oni to sobie wymyślili i to jest tylko i wyłącznie ich wyobrażenie na dany temat, a nie fakt . Tylko, że im więcej o tym myślimy, tym bardziej się z opinią innych utożsamiamy mimo, iz nie jest to prawda.

⁃ A Twój punkt zwrotny w postrzeganiu siebie?

Mój przełomowy moment to Burning Man, na którym dostałam od ludzi bardzo dużo miłości, akceptacji. Tam nie miało znaczenia kim jestem i ile mam pieniędzy, najważniejsze było to jaka jestem. Tam spotkałam tą prawdziwą Natalię, prawdziwych otwartych ludzi.

Potem zaszłam w ciąże. I tak naprawdę przez to że miałam w sobie rosnące życie, coś się w moim mózgu zmieniło. Zaczęłam bardzo dużo czytać, siedziałam w domu i wręcz pożerałam książki.

Wróciłam do pozycji, które kiedyś czytałam, ale do mnie nie trafiały, bo to nie był odpowiedni czas na nie.

Wcześniej nie czułam się do końca szczęśliwa, mimo że miałam wszystko. Czegoś mi brakowało. Miałam cudowną rodzine, pieniądze, ale nie dawało mi to pełni szczęścia. I dopiero w ciąży zrozumiałam, że nie mam kompletnie połączenia ze sobą i że sama muszę zawalczyć o siebie samą mimo, że wszystkim wydawało się to dziwne i niezrozumiałe.

Czytając kolejne pozycje zrozumiałam, że nie skupiam się na sobie. Robię rzeczy, żeby udowodnić coś innym. A tak naprawdę musisz wiedzieć co tobie daje szczęście i robić to na przekór innym. A to jest trudne, bo jesteśmy istotami, które ego prowadzi do najgorszych sytuacji. Wszystkie wojny, zle rzeczy które dzieją się na świecie są tylko i wyłącznie skutkiem wybujałego ego jednostki.

⁃ Widzisz, ja wcześniej się skupiłam w swoich przemyśleniach bardziej na kompleksach, a kompletnie zapomniałam o ego w kontekście dzisiejszego tematu...

Na szczęście nigdy nie miałam wybujałego ego, a jednak zaprowadziło mnie w kozi róg.

⁃ Nie chce generalizować, ale wydawało mi się, że osoby, które dobrze sobie radzą w twoim świecie często mają właśnie duże ego.

Ja nigdy nie miałam wielkiego ego. Gdyby nie Mariusz to nie byłabym znana i nie osiągnęła większości rzeczy. Sama bym tego napewno nie zrobiła. On mnie zawsze pchał do przodu. To jest cudowne, że było mi dane przeżyć taka przygodę, dało mi to możliwości rozwoju i stabilizację finansową. Ale dziś na przykład wiem, że tylko to mi nie dawało szczęścia.

⁃ A co ci daje szczęście, czym ono dla ciebie teraz jest?

Największym szczęściem jest to, że czuję się dobrze sama ze sobą, wiem kim jestem i czego chcę i nic nie jest w stanie tego zaburzyć. Żadne komentarze i plotki nie zmienią tego kim jestem. Nigdy nie czułam się bardziej komfortowo i szczęśliwie w relacji ze sama sobą, a co za tym idzie w związku.

⁃ I tym sposobem nawet najbardziej raniące opinie nie wpływają na to jak się czujesz?

Tak dokładnie, nie dotykają już mnie. Nie czytam Pudelka, wolę czytać inne rzeczy.

A wracając do ego to uwielbiam jak przez nie ludzie wierzą we wszystkie teorie spiskowe. Wtedy wydaje ci się, że jesteś lepsza, oświecona i wszystko wiesz. A przynajmniej wiesz więcej niż inni. To jest ciekawe zjawisko.

⁃ To jest dla mnie tak szokujące jak widocznie i jednoznacznie epidemia podzieliła społeczeństwo. Popadliśmy w skrajności, które poróżniły nas i podsyciły podziały na „ mądrzejszych” i „głupszych”. Mam wrażenie, że oceniamy się i kłócimy jak nigdy wcześniej i to na globalną skalę.

I tak jesteśmy codziennie karmieni kłamstwami. Ja nie chce żyć w wymyślonym świecie, w kłamstwach. Chce prawdy, normalności. To znalazłam w Tulum. Niech inni się w tym sosie nienawiści sami mieszają. Ja w tym nie chce uczestniczyć.

⁃ Karawana jedzie, psy szczekają?

Życie jest takie proste. Wystarczyło by być serdecznym i kierować się miłością do drugiego człowieka. Wszystko by było piękne i wszyscy by byli szczęśliwi.

⁃ A Ty w jaki sposób przyczyniasz się do zmiany na lepsze?

Każdy może zmienić świat, ale najpierw musisz zacząć od siebie. Nie zmienisz świata, jak nie zmienisz siebie. Musisz zacząć się kierować miłością, być serdecznym dla ludzi. Jak zaczniesz tak traktować innych, to takich ludzi zaczniesz przyciągać. Wiem po sobie, że to też zmienia ludzi wokół. To jest praca jak każda inna, jak codzienne chodzenie na siłownie, musisz poświecić czas, poczytać, pomedytowac, słuchać fajnych wykładów, być uważnym, obserwować siebie i przekształcać wszystko co złe na dobre. Ja się w dalszym ciagu uczę na przykład nieoceniania. My to mamy w sobie tak głęboko zakorzenione…. „ Ale ona ma to…”, albo „ jak oni mogli tak postąpić”. Jak tylko zaczynam tak myśleć to zatrzymuję się i mówię do siebie „ Natalia przestań”. Nie chce w ten sposób ocenić innych, bo nigdy nie wiesz o nich całej prawdy. Uczę się również wyeliminować z mojego słownika słowa „musisz” i „powinnaś” to wszystko to ciężka codzienna praca.

⁃ Dziękuje ci z całego serducha, również w imieniu moich czytelników za rozmowę, poświęcony czas i że zechciałaś podzielić się tutaj swoimi przemyśleniami. Czy możesz na koniec polecić jakieś książki lub podcasty, dzięki którym pogłębimy wiedzę na poruszane przez nas dziś tematy?

– Każdemu na początek polecam Przebudzenie Antony De Mello oraz Nowa Ziemia Eckhart Tolle. A jak ktoś chce więcej zapraszam na mój IG.

2 thoughts on “Kilka słów o ocenianiu, czyli o kolejnej dotkliwej epidemii naszych czasów.

  1. Fajny wywiad, content oraz przesłanie. Natomiast ortografia i interpunkcja woła o pomstę do nieba! „Napewno”, „na codzień”?? To kardynalne błędy! Kolejna niespójność: raz stawiasz przecinek przed „mimo ze” co jest poprawne, następnym razem stawiasz go przed „że”. Odrzuć złe myśli i energię jak piszesz w swoim wpisie, ale zdecydowanie przytul słownik ortograficzny 🙂

    1. Wiem, wiem, nigdy nie byłam dobra w interpunkcji i ortografii, ale nie będę się tym zbytnio teraz przejmować. Nie jest to praca na zaliczenie, nie zależy mi na dobrej ocenie. Liczy się dla mnie przekaz. Rozumiem, że może to być irytujące, ale nic już z tym nie zrobię 🙂

Leave a Reply